Taktyczna Mama zadaje pytania: strzelectwo sportowe

Udostępnij

Nastał teraz odpowiedni czas, dla rozwoju strzelectwa sportowego, mamy na to odpowiedni „klimat”. Powstają kluby i stowarzyszenia, które przyciągają ludzi do sportu strzeleckiego. Wśród zainteresowanych widać entuzjazm i pasję, ale wyłania się także niepokój, bo mogą zaszkodzić nam restrykcyjne regulacje prawne, będące na razie w fazie spekulacji. Mogą one „zadusić” strzelectwo, choć głęboko wierzę, że do tego nie dojdzie – mówi Daniel Cieślak.

Taktyczna Mama: – Czym dla Pana strzelectwo sportowe?                                                                                         

Daniel Cieślak: – To pytanie niby proste a jednak nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi. Myślę że w strzelectwie, tak jak w każdym innym sporcie, najistotniejszym czynnikiem jest praca nad samoświadomością, nad rozwojem posiadanych umiejętności.

archiwum prywatne Daniela Cieślaka.

Bez determinacji, takiej zdrowej „złości”, że coś nam nie się nie udaje tak, jak tego oczekujemy, nie będzie pracy, wynikającego z niej progresu i docelowego wyniku, który chcielibyśmy osiągnąć. Oczywiście nie chodzi tutaj o każdorazowe wygranie zawodów a bardziej o rywalizacje z samym sobą. To trochę jak wspinanie się pod górę piaskową – czasem idzie lepiej a czasem grzęźniemy w miejscu, bo pominęliśmy mały fragment całości, bo nie było w nas pokory, lub też zwyciężyło zwykłe lenistwo. Strzelectwo bardzo obnaża nasze słabości. 

T.M: – Komu dedykowany jest ten sport?   

D.C: Praktycznie każdy może uprawiać tę dyscyplinę, bez względu na wiek czy stan zdrowia. Mam zaprzyjaźnionych strzelców, którzy są osobami niepełnosprawnymi i świetnie sobie radzą, niejednokrotnie zawstydzając wynikami tych, których nie ograniczają bariery fizyczne. 

VECTIS FLASHPUP-S FLASHPUP-S QE
Wiatrówka karabin PCP Hatsan (VECTIS) Wiatrówka karabin PCP Hatsan (FLASHPUP-S QE)

T.M: – Rozumiem, że jesteście otwarci na osoby niepełnosprawne? 

D.C: – Nie kategoryzujemy uczestników. Zarówno pełno jak i niepełnosprawni podchodzą do tego tematu z dystansem, śmiechem i szacunkiem do siebie nawzajem. Nie mamy jakiegoś programu czy idei, po prostu przyjaźnimy się i pomagamy w zależności od potrzeb. Po prostu działamy razem, bez rozczulania się ale z szacunkiem dla ograniczeń wynikających z niepełnosprawności. 

T.M: – To niezwykle cenne, ta umiejętność traktowania wszystkich na równi a nie jak „innych” od reszty. Dla kogo jeszcze jest strzelectwo sportowe? 

D.C: – Warto wspomnieć też o młodzieży, która po prostu się garnie do tego sportu. Widzę to w swoim klubie, patrząc chociażby na ilość dzieciaków, które odwiedzają strzelnicę i ćwiczą pod okiem instruktorów, czy startują w zawodach. Kiedy z nimi rozmawiam, zawsze słyszę że to lepsze niż strzelanie na komputerze.                                                                                                                                                                   

T.M: – Co daje ten sport, jakich emocji dostarcza?      

D.C: – Na pewno jest odskocznią od pospiechu, który ostatnio jest czynnikiem determinującym naszą rzeczywistość. Strzelectwo to cisza, jakby to śmiesznie nie brzmiało, to sytuacja w której musisz odrzucić praktycznie wszystko co cię rozprasza: pracę, kłopoty, niezrealizowane terminy, wszystko to, co cię przytłacza i ogranicza. To spokój i maksymalna koncentracja nad drogą do celu i efektem który chcesz osiągnąć. Dla mnie to tak mała forma medytacji. 

archiwum prywatne Daniela Cieślaka.

T.M: – Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze strzelectwem?                                                                                

D.C: – Zawsze gdzieś tam ciągnęło mnie w tym kierunku. Tak naprawdę zaczęło się od tego, że z żoną podczas spaceru po starym mieście we Wrocławiu, trafiliśmy na sklep w którym były wiatrówki. Żona znając mnie bardzo dobrze wiedziała, że szybko z niego nie wyjdziemy. Jest mądrą osobą, więc znalazła sposób na to, by maksymalnie tę wizytę skrócić i kupiła mi karabinek. Potem zaczęło się zgłębianie tematu, szukanie informacji o tym, co zrobić by miało to sens. Tak trafiłem na forum e-tawerna, gdzie poznałem fantastycznych ludzi, którzy wprowadzili mnie w świat strzelectwa terenowego.

T.M: – Co wyróżnia strzelectwo sportowe, którym Pan się zajmuje? 

 D.C: – Nie kierunkuję tutaj strzelectwa tylko w jeden kanał. Strzelectwo terenowe, centralny zapłon czy ostatni projekt ASG (co2collective), to rzeczy, które sprawiają ogromną frajdę. Faktem jest, że jednak lata skupiałem się wokół HFT (Hunter Field Target) 

T.M: – Mógłby Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

D. C: – W 2013 powstała koncepcja FHC (Formuła Hunter Classic) jako próba „odchudzenia” HFT  z nadmiaru zmian regulaminowych przy jednoznacznym trzymaniu się zasad tej dyscypliny. Zabawne jest to, że w FHC zaproponowaliśmy większy stopień trudności kładąc nacisk na klasyczne postawy strzeleckie. 

T.M; – Czyli na co dokładnie?     

D.C: – Można ująć to w ten sposób, że „uprościliśmy przez utrudnienie”. Poziom polskiego HFT jest bardzo wyskoki o czym świadczą doskonałe wyniki naszych zawodników na imprezach międzynarodowych. Dziś wygrywa się takie zawody właśnie strzelaniem z postaw wymuszonych (stojąca i klęcząca) a FHC jest dla zawodnika doskonałym treningiem w warunkach zawodów bez utraty całego klimatu symulacji polowania na drobne szkodniki jakim jest HFT. Myślę że FHC jest rozpoznawalne i akceptowane jako oddzielna dyscyplina o czym świadczy zainteresowanie środowiska strzeleckiego miedzy innymi zwiększająca się frekwencją na zawodach.  FHC to także próba przyciągnięcia do strzelectwa terenowego nowych sympatyków. 

T.M: – I jak Pan te próby ocenia? Udają się?

D.C: – Takie działania jak Hatsan Challenge, pozwalają pokazać młodym adeptom, że nie tylko sprzęt (choć ma to ogromne znaczenie w strzelectwie sportowym) przesądza o wyniku. Tutaj ważny jest klimat spotkań, to że z możemy liczyć na pomoc innych, na wsparcie na torze strzeleckim.

Możemy również doświadczyć znakomitej integracji z uczestnikami i przyjacielskiej atmosfery przy ognisku po zawodach. 

T.M: – Czy duże znaczenie ma aspekt integracji uczestników?

D.C: – Oczywiście poza otoczką rywalizacji ludzie przyjeżdżają na zawody by odpocząć, poznać nowych ludzi i pogadać o pasji która ich łączy. Dochodzi do takich sytuacji że strzelectwo jest tylko ogniwem łączącym a reszta jest realną przyjaźnią ludzi którzy funkcjonują z sobą poza zawodami i spotkaniami. To największa zaleta jaką można wykazać w strzelectwie i ludziach którzy się tym zajmują. 

T.M: – Mógłby Pan powiedzieć kilka słów o charytatywnym charakterze swojej działalności?                                                                     

D.C: – Organizujemy aukcje i wydarzenia o charakterze charytatywnym bo nie sposób przejść obok wobec krzywdy i cierpienia które dotyka naszych bliskich. 

T.M: – Wszyscy zgodnie popierają takie akcje?

D.C: – Jak wszędzie, bywa że i między nami dochodzi do spięć. Czasem się kłócimy, czy nawet obrażamy. Można by powiedzieć, że u nas jest  „jak w rodzinie”.

 I to właśnie ta rodzina jest  najważniejsza. Razem tworzymy jedną, wielka rodzinę strzelecką. Brzmi to trochę górnolotnie, ale inaczej tego nie da się ująć. To co powiedziałem, to nie są jedynie patetyczne, wielkie i puste słowa, to realny wkład w życie społeczności. Ważne jest by przy takich akcjach być razem i nie pozostawić nikogo samemu sobie.

FLASH-W STRIKER ALPHA AIRTACT

T.M: – Aspekt organizacyjny ma zapewne kluczowe znaczenie przy imprezach tego rodzaju. Jak wygląda przygotowanie zawodów? Jak takie wydarzenia organizować?

D.C: –Tak naprawdę to spore przedsięwzięcie i i działania zaczyna się ze sporym wyprzedzeniem. To ważne by podpinać szczegóły, które wpływają na całość. Mam niesamowite szczęście, że w Górze  strzelectwo spotyka się z bardzo pozytywnym odzewem i wsparciem ze strony władz Gminy i urzędu burmistrza Pani Ireny Krzyszkiewicz. Między nami panuje świetne porozumienie, współpraca ma dobry klimat, wzajemnie rozumiemy swoje potrzeby. Dotyczy to nie tylko FHC ale i działań LOKu i organizacji zawodów których jest kilka w roku. 

T.M: – Jak to wygląda w praktyce? 

D.C: – Najpierw musimy załatwić formalności, potem szczegółowo przemyśleć i zaplanować całą imprezę, mając na względzie zapewnienie bezpieczeństwa i pomysł na to, jak sprawić, by impreza była sportowo atrakcyjna dla uczestników. Jest to sporo pracy fizycznej a wszystko odbywa się tak naprawdę, jako praca społeczna, za która nikt nie bierze wynagrodzenia. Zadowolenie uczestników jest zapłatą. To po prostu trzeba lubić.

T.M: – To teraz z drugiej strony, jak to wygląda od strony zawodnika?    

D.C: – No cóż tu metoda jest tylko jedna. Regularny trening i ciągle podnoszenie umiejętności. Nie ma innej metody. Oczywiście każdy ma własny plan i metody treningowe, ale chyba  każdy strzelec się zgodzi ze stwierdzeniem, że bez regularnych treningów i otwarcia się na nowe doświadczenia podczas startów, nie uda się zrealizować zamierzonych celów. 

red. Paulina Zaborowska (Taktyczna Mama) na zlecenie Sharg.pl

Udostępnij

Author: Taktyczna Mama

3 thoughts on “Taktyczna Mama zadaje pytania: strzelectwo sportowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.