Must have na górskim szlaku

Udostępnij

Leniwy początek roku

Franciszek, jak już możemy się domyślać, nie był zbyt rodzinny. Święta to dla niego czas wymuszonej uprzejmości i niepotrzebnego zacieśniania rodzinnych i koleżeńskich więzów. Jedyną pozytywną stroną tego szalonego, grudniowo-styczniowego okresu, był czas wolny, który dawał Franciszkowi szasnę na nadrobienie czytelniczych zaległości. O jego pasji jakimś cudem dowiedzieli się współpracownicy i kupili mu całą serie powieści niezwykle poczytnego pisarza, który ma nazwisko kojarzące się z chłodem i zimą, nie pamiętał dokładnie jakie.

Franciszek był ciekaw, jaka opowieść tym razem pochłonie go bez reszty. W sumie dzieciaki dobrze się spisały, nawet niepotrzebnie dodawały do książek jakieś modne i znakiem tego paskudne, kolorowe skarpety we wściekle różowe romby. Podobno to na czasie, podobno prawdziwy mężczyzna potrafi się bawić swoim modowym wizerunkiem i szaleje, a to modowe szaleństwo manifestuje poprzez ubieranie kompletnie niegustownych skarpet właśnie. Nieważne zresztą, same książki w zupełności by wystarczyły. Od zawsze lubił czytać, odrywać się od szarzyzny dnia codziennego i wsiąkać w zupełnie nową rzeczywistość. Pasjonował się kryminałami, był mistrzem w rozwiązywaniu zagadek z gatunku: „kto zabił/kto porwał”. 

Tak też było i tym razem. Okazało się, że ta seria to niezwykle udana opowieść z prawniczym światem w tle. Główna bohaterka przypadła Franciszkowi do gustu, niemal czuł jakby była jego żeńskim odpowiednikiem. Ostatnia książka z cyklu pochłonęła go bez reszty. Tak się zdarzyło, że ulubienica Franciszka przeżywała mrożące krew w żyłach przygody w drodze na Annapur, jeden z najgroźniejszych szczytów świata. Igrała ze śmiercią a Franciszek zawzięcie jej kibicował. 

Aśka, weź się ogarnij. Nie macie tam jakiegoś alkoholu na rozgrzanie?! – powiedział pochłaniając stronę za stroną. Postanowił pokazać bohaterce powieści, jak powinna się zachować i wyjął z szafy swój ulubiony podróżny zestaw. Napełnił piersiówkę swoim ulubionym alkoholem i wrócił na swój ulubiony fotel, który już dawno powinien wymienić. Był stary, gdzieniegdzie widać było ślady po tym, jak nieopatrznie spadł na niego popiół z papierosów, zostawiając na pamiątkę małe, wypalone kółeczka. Cóż, ten fotel na pewno nie wyglądał tak, jak te, które raz po raz zerkały na niego z katalogu Ikei. 

To zdrówko Pani Mecenas, tak na rozgrzanie...- powiedział przysuwając piersiówkę do ust i pociągając niewielki łyk. Ten zestaw jest genialny: piersiówka, kieliszki i pudełko w zestawie. Cudo. W sam raz na las, znaczy sie na wyprawę do lasu, czy w góry właśnie. Właściwie, idealnie nada się na prezent dla dziecaków, w ramach rewanżu. Nic dla nich nie miał. Po prostu nikt ze współpracowników nigdy niczego mu nie dał. Poza nerwicą i wrzodami oczywiście.

Tak, to jest dobry pomysł z piersiówką i kieliszkami od Stanley’a. Kupię to i przyniosę im po urlopie. Przynajmniej będzie to jakiś pożyteczny prezent, do wykorzystania na kolejnym wyjeździe integracyjnym, które tak lubią. I zrezygnuje z bielizny osobistej. Tym niech zajmują się sami – powiedział, przewracając kolejną ze stron. 

Udostępnij

Author: Taktyczna Mama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.